Od jakiegoś czasu brakuje mi optymizmu, optymizmu w mych ideałach, które nakierowują mój stosunek do życia. Gdzieś po drodze zgubiła się radość zwyczajna. Wywodząca się od samego siebie od zawsze, od początku mego istnienia. Coś co budziło u innych sympatie po prostu się traci...

Czasami zastanawiam się jakby to było, gdybym miał komputer tylko dla siebie. Tak jak dziś, kiedy mogę siedzieć piątą godzinę pod rząd i tak trwać. Zazwyczaj jest tak, że po godzinnej dawce przychodzi ktoś inny. Nie pozwala mi dokończyć tych spraw, które w pośpiechu zacząłem robić wiedząc, że za tę marną godzinę będę musiał schodzić. Brat, czy siostra wszystko jedno. Liczy się tylko to, że za te dwie kolejne godziny powrócę do tego co wcześniej zacząłem.
Pytam siebie, co tak naprawdę robię wciągu tych dwóch godzin? Siedzę przy telewizorze, czy też biorę się za czytanie książki, po prostu robię wszystko, żeby nie myśleć o tym cholernym komputerze. Czasem jest tak, że mija przynajmniej pół godziny, żebym mógł w sposób całkowity pogrążyć się w lekturze lub też normalnie, jak cywilizowany człowiek oglądać z zaciekawieniem to co akurat w tym momencie nadają w telewizji.
Te dwie godziny oczekiwania to zwykłe, najczystsze przeczekiwanie. W końcu, kiedyś musi paść te pytanie „wyłączyć komputer?”. Zrywam się jak zdziczały z fotela i pędzę w kierunku upragnionego miejsca, żeby żadna sekunda nie uciekła z tego czasu przy komputerze. Ta godzina jest po brzegi wypełniona treścią. W tę godzinę robię więcej niż zwykły, znudzony człowiek przez normalne trzy godziny.Dziś właśnie jestem takim znudzonym człowiekiem. Niczym nie ograniczony poza Internetem. Rzeczywiście siedzę te trzy godziny i z ubolewaniem stwierdzam fakt, iż jeszcze mniej zrobiłem niż normalnie przez tę jedną, a jakże cenną godziną.
Zastanawiam się, gdzie się podziała radość z tego faktu, iż właśnie zaczęły się ferie. A no tak, przecież w tym roku nie będę miał prawdziwych ferii. Ten czas będzie poświęcony przygotowaniom do matury. Tak sobie to planuję. Jak będzie to się okaże, jednak mam nadzieję, że na planach tylko się nie skończy, nie tym razem.
Muszę iść odetchnąć, przejść się na spacer, zażyć tego, jakże wspaniałego śląskiego powietrza. Nie lubię takich dni. Śląsk wygląda jeszcze gorzej niż normalnie. Trwa odwilż, a brudny, roztapiający się śnieg nie jest ciekawym widokiem. Zaś na trawie po roztopionym śniegu zostały jedynie małe pamiątki od piesków...

miewam podobne stany.. styczeń tak chyba działa, bo co roku mam podobnie. Staram się nie zmuszać do ślęczenia przy kompie. Znalazłem alternatywny rodzaj rozrywki: fotografia. Przy kompie obecnie tylko pracuję i czytam wiadomości, a każdą wolną chwilą spędzam na realizowaniu się w nowej zajawce. Pstrykm, eksperymentuję z manualem - nawet jeśli nie złapię maksymalnego bakcyla na fotografowanie, to iedza i doświadczenie zdobyte teraz na pewno kiedyś mi się przyadadzą. Grunt, to nie zmuszać się do siedzenia przy kompie. Mam go dość, do przebywam z dala - do czasu, aż tak cholernie z anim zatęsknię 
Zupełnie jak ja z tą fotografią. Wczoraj po południu wyszło ładne słoneczko. Poszedłem na moje śląskie hołdy i tam poszukałem ciekawych miejsc do fotografowania
. Dobrze mi zrobiło słońce, a i ze 150 zdjęć coś tam wybrałem co się udało. Na razie testuję scenografie w cyfrówce i próbuję. Być może właśnie dlatego udało się tylko kilkanaście zdjęć.
Efekty są tu: http://www.flickr.com/photos/yagbu/
Tak, tak już parę razy za słowo "bynajmniej" dostałem po dupie. Teraz już go nie używam, ale w starszych tekstach nadal można się na niego natknąć.
Poprawione
.
Bardzo ciekawym doświadczenie okazało się czytanie tak osobistego tekstu, po tak długim czasie





Spotkasz mnie na:






