Stary system nauczania przed 25 lipca 1999
Zdążyłem doświadczyć tego systemu nauczania, choć w małym stopniu, bo po 3 klasie podstawówki przeniesiono mnie do innej, a z byłej mojej szkoły zrobiono już gimnazjum.
Stara podstawówka charakteryzowała się wieloma dobrymi cechami. Dziś znacznie więcej jest wad w gimnazjum niż niegdyś w podstawówce z klasami od 1 do 8.
W wieku 13-14 lat w podstawówce było się „kimś”. Na wszystkich można było spojrzeć nie co z góry, bo to właśnie w tym wieku się dojrzewało i uwydatniały się pewne kształty (w przypadku dziewczyn). Dla młodszych było się autorytetem. Każdy chciał być już tak dorosłym jak Ty. Nauczyciele znali Ciebie bardzo dobrze, znali Twoich rodziców i nie mogłeś za bardzo się wygłupiać. Jeśli we wcześniejszych klasach miałeś dobre oceny to w ostatnich klasach nie mogłeś pozwolić sobie na tak duże wybryki. Każdy próbował w tym wieku podnieść swoje oceny, żeby trafić do jak najlepszej szkoły. Na prawdziwe hardcory nie było czasu. A jeśli ktoś próbował pójść pod prąd to zazwyczaj nauczyciele potrafili sobie z takim delikwentem poradzić (przecież znali go od dziecka!).
Po takiej podstawówce wybierałeś już sobie własną szkołę. Chciało Ci się uczyć? Wybierałeś Liceum, właśnie po to, żeby pójść na studia. Jeśli nie miałeś problemów z nauką, a chciałeś mieć wykształcenie średnie i zawód techniczny, wybierałeś Technikum. Zawodówka zaś była najgorszym wyjściem, zarezerwowanym dla tych, którym naprawdę nie zależało na nauce. Z liceum nie było problemów. Każdy zwracał uwagę na swoją kulturę i udawał trochę bardziej dorosłego niż nim był (chciał dorównać tym już dorosłym uczniom). Być może trochę więcej problemów było z technikum, lecz czy teraz jest jakaś poprawa? Nie, może nie jest gorzej, ale nie jest i lepiej.
Zawodówka pozostaje bez zmian. Liczą się praktyki, wszyscy zważają na to, aby się przypodobać szefowi (premia zawsze jest mile widziana) i każdy się stara, aby nie stracić praktyk lub nie zostać w klasie (wtedy można stracić wszystko).
Przecież gimnazjum nie powinno istnieć!
Przepraszam za to, że jestem gołosłowny, przecież nigdy nie byłem w 7, 8 klasie, ale co nieco obiło się o ucho. W każdym bądź razie nie było takich przekrętów jakie dzieją się w gimnazjum. Chamstwo, chamstwo i jeszcze raz chamstwo wywodzące się od dużej części uczniów
Jakże piękne były założenia stworzenia gimnazjum. Gdzieś tam w Internecie mogłem przeczytać pięknie ułożony zapis, który obrazuje co tak naprawdę chcieli stworzyć politycy, a myśli naprawdę były piękne.
Gimnazjum to piękna tradycja europejskiej cywilizacji, kultury i edukacji. Ustawa o systemie
Przedstawię może jeszcze cele i zadania gimnazjum, które powinno spełnić każde istniejące w Polsce gimnazjum: (nie musisz w całości czytać, głównie chodzi o to, że całość jest wyidealizowana):
Cele i zadania szkoły
Gimnazjum realizuje cele i zadania określone w ustawie o systemie oświaty oraz przepisach wydanych na jej podstawie, a w szczególności dąży do tego, aby uczniowie:
1.znajdowali w szkole środowisko wszechstronnego rozwoju osobowego (w wymiarze intelektualnym, psychicznym, społecznym, zdrowotnym, estetycznym, moralnym, duchowym);
2.rozwijali w sobie dociekliwość poznawczą, ukierunkowaną na poszukiwanie prawdy, dobra i piękna w świecie;
3.mieli świadomość życiowej użyteczności zarówno poszczególnych przedmiotów szkolnych, jak i całej edukacji na danym etapie;
4.stawali się coraz bardziej samodzielni w dążeniu do dobra w jego wymiarze indywidualnym i społecznym, godząc umiejętnie dążenie do dobra własnego z dobrem innych, odpowiedzialność za siebie z odpowiedzialnością za innych, wolność własną z wolnością innych;
5.poszukiwali, odkrywali i dążyli na drodze rzetelnej pracy do osiągnięcia wielkich celów życiowych i wartości ważnych dla odnalezienia własnego miejsca w świecie;
6.uczyli się szacunku dla dobra wspólnego jako podstawę życia społecznego oraz przygotowywali się do życia w rodzinie, w społeczności lokalnej i w państwie w duchu przekazu dziedzictwa kulturowego i kształtowania postaw patriotycznych;
7.przygotowywali się do rozpoznawania wartości moralnych, dokonywania wyborów i hierarchizacji wartości oraz mieli możliwość doskonalenia się;
8.kształtowali w sobie postawę dialogu, umiejętność słuchania innych i rozumienia ich poglądów;
9.umieli współdziałać i współtworzyć wspólnotę nauczycieli i uczniów.
Tak, pięknie to wszystko brzmi. Chciałoby się, żeby tak było. Niestety tak nie jest. Nie którzy uczniowie próbują opisywać jak to jest w tym całym gimnazjum. Podam jeden taki przykładowy wpis, nawet jeśli sam doświadczyłeś bycia w gimnazjum to warto przeczytać: „Gimnazjum na Poziomie” Zgadzam się z tym wpisem w 100%, a bardzo podobne rzeczy działy się w moim gimnazjum (zapewne nadal się dzieją). To wszystko wynika z tego, że kończymy podstawówkę w wieku 12 lat. Wybieramy szkołę, a często robią to rodzice. Możemy przynależeć do rejonu (najczęściej bardzo słabe gimnazjum) lub też męcząc się dojeżdżać do pseudo lepszej szkoły. W tym najgorszym dla dziecka okresie, bo przecież w tym czasie dziewczyny zaczynają dojrzewać, a chłopacy miewają pierwsze fantazje erotyczne (dojrzewać może nie koniecznie), muszą oni zaczynać wszystko od nowa.
Idąc do nowej szkoły trzeba wyrobić sobie opinie wśród kolegów i koleżanek - wszyscy myślą: przecież nie będę sztywniakiem, kujonem. W tym wypadku najlepiej pomagają papierosy i pierwszy kontakt z alkoholem. Dziewczyna, żeby być „lepszą” od innych dziewczyn powinna się spotykać z starszym chłopakiem, który często za dużo chce. Pojawiają się pierwsze dyskoteki, dziewczyny zaczynają głupieć itp., a to wszystko z tego powodu, że jest takie trendy. Nikomu nie zależy na opinii nauczycieli, przecież nie zna on moich rodziców i nie chciałoby się mu z nim rozmawiać. Liczą się tylko oceny, które tak naprawdę rodzice traktują często z przymrużeniem oka „przecież moje dziecko nie musi być idealne”. Rodzice nigdy nie byli w gimnazjum, nie mają pojęcia o tym, że ich najlepsza córeczka nie jest wcale aniołeczkiem. Ktoś kto próbuje się temu przeciwstawić (chłopak jako stereotyp, czyli przymuleniec) jest raczej na uboczu. Jeśli taka osoba dobrze się uczy, ma opinię kujona (jednak jakiś autorytet taka osoba spełnia) to nie jest tak źle. Gorzej jeśli ktoś nie ma za dobrych ocen, znęcają się nad nim, a jego jedyną inspiracją na życie jest ucieczka i gra w Tibię to przykro mi bardzo, ale i trochę szkoda takiego chłopaka.
Po podstawówce następuje zderzenie (często bolesne) z rzeczywistością. Często oceny nie są już tak dobre i trzeba częściej się uczyć. Czasem łatwiej dać sobie z tym spokój niż się trochę bardziej postarać. Wszystko zaczyna doskwierać. W pierwszej klasie gimnazjum jest tak: nauczyciele traktują Cię jak dzieciaka, jesteś nowy musisz się przyswoić i nie wolno Ci wstawiać pałek itd. Ze strony uczniów zaczyna się pokazywanie kto tu tak naprawdę rządzi. Tradycja kocenia pierwszoklasistów jest górą, a mierzenie szerokości korytarza zapałką, kiedy Ci na nią plują to nie fajna sprawa. Ludzie zaczynają się zastanawiać co z tą młodzieżą jest nie tak. Trzeba w końcu wymyślić jakąś chorobę – ADHD – ładna nazwa idealna dla nadpobudliwości. Owszem są szczególne przypadki, ale chyba co 3 dziecko na tę chorobę nie choruje? Klasy trzecie gimnazjum nie stanowią żadnego autorytetu dla wcześniejszych klas. Jest za mała różnica wieku i nie ma osób, które potrafiłyby dać przykład. Czymś bardzo dziwnym jest noszenie stroju galowego, co wydaję mi się teraz bardzo śmieszne (może dlatego, że bardzo dobrze czuje się w garniturze).
Lepiej jest w gimnazjach połączonych z liceami, tam trochę więcej jest kultury, choć też można wiele zarzucić. O Gimnazjum dla dorosłych już nawet nie wspominam, bo to naprawdę jest prawdziwa porażka.
Reasumując
Politycy mieli dobre zamiary. Jednak jak zwykle im coś nie wyszło. Dużo było zamieszania, tworzenie gimnazjów to był duży problem, a na dodatek taki nie wypał. Moim zdaniem jest to jedna z największych porażek polskiej oświaty.

Miałam "przyjemność" chodzić do gimnazjum i w większości przypadków jest tak, jak piszesz.
Dodam tylko tyle, że kolegów w klasie miałam takich, którzy przechwalali się wychodzeniem z zagrożeń oceną niedostateczną. Rekordzista, o ile się nie mylę, miał 9 zagrożeń, a skończył z dwójkami.
I cóż, ciężko jest być ambitnym, myśleć o przyszłości, studiach na wymarzonym kierunku, gdy klasa ma średnią 2.96. Zawyżałam ją ja, z czterema koleżankami - jedyne osoby w klasie bez żadnej 2 na świadectwie. Cudownie to wygląda, prawda?
Dobra, nie będę się nad tym dalej rozwodzić... swoje w gimie przeżyłam i w sumie nie żałuję, bo to była szkoła życia
Jednak pora jest zbyt późna, bym wyciągała teraz jakieś (logiczne) wnioski
Pozdrawiam 
Dobra troche mnie zdenerwowałeś. Dlaczego jak ktoś idzie do technikum to ma odrazu nie chcieć sie uczyć? I dlaczego ma być gorzej? U mnie w szkole nauczycielka sama powiedziała że woli mieć z technikum lekcje niż z liceum. A ja poszedłem do technikum i chce się uczyć. A po za tym o technikum masz np łatwiejszy start na politechnice czy tym podobnym.
Reszta bardzo trafna. Zgadzam się w 90%. Gdzieś kiedyś czytałem że w gimnazjum u dziewczyn zaczyna się "ciąg na penisy" i to one deprawują chłopaków. W tym też było dużo prawdy. Ale co prawda to prawda, jak zwykle politycy spieprzyli sprawe.
Chodziło mi o to, że do technikum wybierają się różni uczniowie. W szczególności Ci, którzy chcą mieć już technika, ale i nauka jest dla nich ważna. O wiele mniej osób zdaję maturę i wybiera się na studia z technikum, choć nie twierdzę, że nie ma takich osób. Po liceum nic nie masz, liczysz tylko na to, że może uda Ci się dostać na studia, a w technikum masz przedmioty techniczne i jakieś praktyki o wiele trudniej dbać jeszcze o przedmioty standardowe. Może się w tym wypadku trochę pomyliłem.
Czy chłopacy się deprawują? Nie powiedziałbym. Chłopak raczej czuje się lepszym od innych, jeśli akurat to dziewczyna nim się zainteresowała. Po prostu średnia wieku pierwszych kontaktów seksualnych w Polsce się obniża. Z 16 na 14 lat. Jak ktoś nie chce to nie będzie zadawał się z taką dziewczyną, a jeśli ktoś szuka tylko takiej "łatwiejszej" na pół godziny to ją znajdzie.
Zgadzam się z Tobą, gimnazjum to poroniony pomysł. Ja byłem co prawda drugim albo trzecim rocznikiem który poszedł do gimnazjum natomiast wiem doskonale co się tam wyprawiało. Najgorsza jest faktycznie próba dopasowania się i pokazania za wszelką cenę ,że jest się 'fajnym'. O ocenach nie wspomnę bo pamiętam ,że sam miałem duuuże problemy z matmy, fizyki i chemi, które wynikały oczywiście z lenistwa, natomiast twierdziło się uparcie ,że ja nie umiem,Pani źle tłumaczy itd itp.
Mieszkam na wsi, mamy zespół szkół, więc "tak jakby" wszystko jest wg starego systemu, mimo to moi pieprzeni rówieśnicy i tak schodzą na psy.
Dziewczyna, której matka jest nauczycielką i uczy ją, pije i pali. Tylko, po uja? Od rzeczywistości się nie ucieknie. No chyba, że chce pokazać, że nie jest kujonką, bo jej brat bardzo dobrze się uczył (średnią w III gimnazjum miał chyba 5,9 i nie był to chłopak, z którym nie dało się pogadać - byłem jego dobrym znajomym od... dziecka?).
Powiem wprost: wkur*** mnie palenie i picie u nieletnich. Nie jestem święty, bo też czasem to wypiję, ale to się zdarza raz na pół roku i nie upijam się jak świnia.
A tak naprawdę, to głównie wina rodziców. Gdyby wspomniana wyżej dziewczyn nie kręciła się wokół, jakby nie powiedzieć, złego towarzystwa, to byłoby OK. Teraz wypiera się przede mną, że nie jest uzależniona, co jest gówno prawdą. Idzie zajarać przy każdej możliwej okazji. No tak, w końcu pali "okazyjnie".
Ostatnio koleżanka dwa dni po rząd piła. Nie mam już do niej szacunku. Kiedy nauczycielka zapytała się jej, kim chce być w przyszłości, nie potrafiła odpowiedzieć. Tak naprawdę chcę, żeby wpadli, jeszcze w tym roku. Żeby wszyscy dostali porządny opieprz. Wkur*** mnie, że dobre osoby marnują się poprzez wódkę i fajki.
Mógłbym o tym pisać i pisać, ale dochodzę do wniosku, że mam to w dupie. Jeb** mnie, kim oni będą w przyszłości, bo niedługo wybieram się do liceum, mam nadzieję, że tam spotkam już trochę bardziej dojrzałych ludzi...
BTW Możecie sobie przeczytać mój wpis Jak uczeń staje się kujonem.
Ja byłem pierwszym rocznikiem, który zaczynał i kończył gimnazjum.
Te trzy lata wspominam dobrze, bo były powody do śmiechu.
Ale i tak uważam te gimnazja za niepotrzebną reformę.
O ocenach nie wspomnę bo pamiętam ,że sam miałem duuuże problemy z matmy, fizyki i chemi, które wynikały oczywiście z lenistwa, natomiast twierdziło się uparcie ,że ja nie umiem,Pani źle tłumaczy itd itp.
Z mojego lenistwa musiałem spędzić po 6 godzin w ostatnią środę i czwartek na odrabianiu zaległych zadań domowych. To nie nauczyciele za dużo zadają, to uczniowie są zbyt leniwi
Wiesz co robili niektórzy moi rówiesnicy w 7 i 8 klasie? Chodzili bić siedmiomio latki. Nie tylko dla pieniędzy, czasem dla jaj. Doszło do tego,że szkoła była podzielona piętrami. Małym dzieciom(klasy 1-3) nie było wolno wchodzić na górę, średniakom, (4-6) nie wolno było złazić na dół do młodszych(chyba że szli do rodzeństwa). Starsi (7-
mogli schodzić na I piętro tylko jak meli biologię (tam była pracownia biologiczna).Porządku pilnowała wożna ze szczotką(autentycznie biła po plecach albo darła się w niebogłosy) Gimnazjum polepszyło podstawówkę o tyle,że wygoniło starszych chuliganów, którzy straszyli małe dzieci. Nie mówię,że to było lepsze, bo chuliganeria weszła do Gimnazjum a tak od razu poszliby do zawodówki albo i nawet to nie. To nie reforma jest winna, ale brak zasad i granic w domu. Zauważ jak wielu Twoich rówieśników widywało rodziców góra 2 godziny dziennie, a nawet wtedy mało kto z nimi rozmawiał, bo wszyscy oglądali telewizję lub chlali piwo z sąsiadem po pracy. Szkoła nie wychowa człowieka, gdy rodzice będą sie starali tylko dziecko uciszyć. Inna sprawa,że dziś jak dziecko pobije kolegę to jest prowadzone na badania ADHD i do psychologa. Często nie jest karane(zwłaszcza rodzice lekceważą problem agresji) a potem się dziwią jak malec ląduje w poprawczaku za napad na staruszkę. No przecież w domu był taki grzeczny. Bił się z kolegami "jak wszyscy" ale przecież to taki dobry chłopiec...
Jak to się ma do poziomu w nauce?
A ma się jak diabli. Jeśli pół klasy jest zastraszone przez takiego małego bandytę to są zestresowani. Na nauczyciela nie można liczyć,bo sam się bandyty boi. A stres nie jest dobry w nauce, bo ją spowalnia.
Za moich czasów jak nauczyciele przyłapali chłopaków na zwykłej bójce to była chryja na siedem fajerek. Wzywanie rodziców na dywanik i grożenie wydaleniem ze szkoły. A dziś? Co najwyżej uwaga w dzienniczku....
byłem w gim, mówiłem, że jest za duzo nauki,
poszedłem do lo, mówiłem, że w gim był lajt, a w liceum jest za dużo nauki,
poszedłem na studia i mówie, że lo było lajtowa, a nauki dopiero tutaj jest dużo
taka natura człowieka, że zawsze narzeka
co do gim to nie wiem, jakbym przeżył 8 lat podstawówki a potem cofnął się i poszedł do gim to bym może mógł jakoś obiektywnie reformę ocenić, tak to mam tylko 1/2 obrazu tego co ona zrobiła.





Spotkasz mnie na:






